Co kraj, to… rodzic.

Odkąd zostałem tatą, każdego dnia odkrywam kolejne strony rodzicielstwa. Nieustannie szukając nowych doświadczeń zacząłem się zastanawiać, jak ono wygląda w innych zakątkach świata. Jeśli lubisz podróżować, próbować zagranicznej kuchni, czy poznawać rozmaite kultury, i tak się składa że jesteś rodzicem, zapewne sam myślałeś o podobieństwach i różnicach w wychowaniu dzieci w poszczególnych krajach.

Sam byłem tego bardzo ciekawy; właśnie dlatego zdecydowałem się porozmawiać z urodzoną w Nigerii, wychowaną w Wielkiej Brytanii i żyjącą obecnie w Niemczech – Tolu, mamą rocznego Kuby. Zapytałem ją oczywiście o różnice, jakie zauważyła w podejściu do rodzicielstwa w trzech różnych krajach, o ile w ogóle takie istnieją. Trudno opisać moje zaskoczenie, gdy w odpowiedzi otrzymałem bardzo osobistą wiadomość, pełną szczegółowych obserwacji, które Tolu zgodziła się upublicznić. Ponieważ jej wypowiedź zawiera mnóstwo ciekawych przykładów, zdecydowałem się podzielić ją na dwa osobne posty. Dziś zapraszam na pierwszą część.

Oczywiście, że są różnice!

Ponieważ dorastałam w Anglii, mogę szczerze powiedzieć, że czuję się bardziej Brytyjką, niż Nigeryjką. Mimo to uważam, że Zachód może sporo nauczyć się od Afryki i Azji na temat funkcjonowania rodziny i społeczności. Jako psycholog, zdążyłam zauważyć, że niektóre popularne zwyczaje zostały przejęte przez zachodnie kultury i okrzyknięte „nowymi” metodami. Jednak nie mam nic przeciwko; ważne, żeby ludzie robili to, co pomoże im i ich dziecku. Lecz, co ważniejsze, uważam, że tryb życia wpływa na wszystkie decyzje, które podejmujemy. My akurat możemy sobie pozwolić na to, aby żyć z pensji męża, podczas gdy ja pozostaję w domu tak długo, jak moje dziecko tego potrzebuje. Decyzje podejmowane przez niektórych rodziców, obojętne, czy w Europie, Afryce, czy Azji, będą podyktowane właśnie warunkami życiowymi, a szczególnie sytuacją finansową i możliwościami pomocy z zewnątrz.

Noszenie malucha.

Trudno nie zauważyć, że zachodnie mamy coraz chętniej oddają się tej czynności. Dla mnie jest ona bezcenna. W Nigerii każde matka zaczyna nosić dziecko na plecach w momencie, gdy samo utrzymuje główkę. Ja zaczęłam używać chusty lub nosidełka od razu. To najlepszy sposób na zachowanie cielesnego kontaktu z noworodkiem. To było niezastąpione uczucie; patrzyć na przytulonego do piersi syna, a jednocześnie móc wykonywać wiele innych czynności, bez konieczności odstawiania dziecka. Co więcej, było to dla mnie bardzo wygodne, więc nosiłam Kubę tak długo, jak tylko mogłam. Zwłaszcza, że należy on do tych dzieci, które za żadną cenę nie chcą być odkładane. Pewnie dlatego, gdy po dziewięciu miesiącach przestałam go nosić, nie mógł zrozumieć, dlaczego to robię. Gdy z czasem zrobił się cięższy, zainwestowałam w nosidełko, które odciążało kręgosłup. Znalazłam nawet specjalny rodzaj chusty-płaszczyka na wyjścia na zewnątrz. W Nigerii noszenie dziecka trwa dopóty, dopóki dziecko potrafi dopasować się do pleców. Dlatego nikogo nie dziwią cztero, czy pięciolatki uczepione pleców mam. To wspaniała metoda; kobiety mają wolne ręce, podczas gdy dziecko może robić co chce – bawić się, a nawet spać, ciągle będąc blisko. Dlatego zamierzam to robić, póki tylko mam siłę. Im bardziej Kuba się rozwija, tym bardziej cieszy go zabawa w pojedynkę lub nawet samo siedzenie. W trakcie jak kształtuje się jego indywidualna tożsamość, przestajemy być jednością. Przeczytałam gdzieś, że w życiu przychodzi moment, gdy rodzic odstawia cię i nigdy więcej nie podnosi. Póki co nie możemy sobie tego wyobrazić, nawet jeśli bolą mnie ramiona i czuję, że kręgosłup potrzebuje wypoczynku. Dla mnie bycie blisko z Kubą jest to tego warte.

Wsparcie społeczności.

W Afryce i Azji w wychowanie dziecka zaangażowana jest cała wioska, co teraz nieco się zmienia pod wpływem zachodniej kultury. Bardzo często mówi się o przypadkach wykorzystywania seksualnego dzieci w wymienionych społecznościach – cóż, jeśli wielu ludzi ma nieograniczony dostęp do twoich dzieci, szanse spotkania złej osoby gwałtownie rosną. Lecz równie dobrze można powiedzieć o większym wsparciu, którą otrzymują rodzice z Afryki, czy Azji, w porównaniu z parami na Zachodzie. Podejrzewam, że to jeden z czynników wywołujących depresję poporodową na Zachodzie. To kultura decyduje, że przez pierwsze trzy do sześciu miesięcy do domu wprowadza się babcia. Umiejętności praktyczne są przekazywane młodej mamie, która ma w zasięgu pomocną dłoń i towarzystwo. Ponieważ siła robocza jest tańsza, już średniozamożni ludzie mogą sobie pozwolić na pokojówkę, kucharza, a nawet nianię. Także nie słyszy się o braku snu, czy czasu na domowe obowiązki. To „normalne” mieć czas na kąpiel, zrobienie makijażu, czy przygotowanie posiłku, a nawet na wyjście ze znajomymi bez dziecka, ponieważ zawsze znajdzie się członek rodziny, który chętnie zostanie z maluchem. Oczywiście gdybyśmy wszyscy na Zachodzie mieli takie wsparcie, posiadanie dzieci byłoby dużo prostsze. Spędzalibyśmy z nimi czas, nie martwiąc się o nieposprzątany od dwóch miesięcy bałagan. Moglibyśmy się nimi opiekować z należytą uwagą. A nasze związki i pasje nie ucierpiałyby na pojawieniu się nowego członka rodziny.

Po narodzinach Kuby moja mama przyjechała do nas z pomocą na pięć tygodni. Nie powiem; jej wsparcie było ogromne, lecz czułam, że traci na tym mój mąż. Jack był szczęśliwy pozwalając teściowej na wykonywanie za niego wszystkich rutynowych czynności, lecz z tego powodu nie nauczył się prostych rzeczy; na przykład, jak postępować z dzieckiem, gdy zostaniesz z nim sam. Zasypywał mnie pytaniami, co doprowadzało mnie do szału. Może powinniśmy zaprosić mamę miesiąc po urodzinach Kuby, aby te pierwsze tygodnie spędzić razem? Zdecydowanie byłoby to dla nas trudniejsze – Jack musiałby wziąć urlop bezpłatny, który zaszkodziłby nam finansowo. Lecz każda rodzina podejmuje decyzje w oparciu o własne możliwości.

Jestem pewna, że znajdą się opinie odmienne od naszych. Moją radą jest zawsze podążać za instynktem. Dociera do nas mnóstwo informacji, lecz kiedy zrozumiemy swoje dziecko, będziemy potrafili zdecydować, co dla nas najlepsze.

Druga część opowieści Tolu już niedługo…

*W trosce o prywatność rodziny, imiona zostały zmienione.

Zobacz także / Related post
Tomasz Smaczny on EmailTomasz Smaczny on FacebookTomasz Smaczny on InstagramTomasz Smaczny on Linkedin
Tomasz Smaczny
Nazywam się Tomasz Smaczny i jestem ciekawym tatą.
Pomagam mamom i tatom małych dzieci podejmować najlepsze decyzje dotyczące opieki i wychowania swoich pociech. Żeby poczuli się spokojnie, kompetentnie i bardziej spełnieni jako rodzice.

Jak i dlaczego to robię? Przeczytaj moją historię...

Zobacz także
Nie zapomnij…

Nie zapomnij…

Odkąd zostałem tatą, każdego dnia odkrywam kolejne strony rodzicielstwa. Nieustannie szukając nowych doświadczeń zacząłem się zastanawiać, jak ono wygląda w...
Read More
Dlaczego współczuję rodzicom, którzy krzyczą na swoje dzieci.

Dlaczego współczuję rodzicom, którzy krzyczą na swoje dzieci.

Odkąd zostałem tatą, każdego dnia odkrywam kolejne strony rodzicielstwa. Nieustannie szukając nowych doświadczeń zacząłem się zastanawiać, jak ono wygląda w...
Read More
Gdybym mógł cofnąć czas, czyli co zrobiłbym inaczej jako młody tata.

Gdybym mógł cofnąć czas, czyli co zrobiłbym inaczej jako młody tata.

Odkąd zostałem tatą, każdego dnia odkrywam kolejne strony rodzicielstwa. Nieustannie szukając nowych doświadczeń zacząłem się zastanawiać, jak ono wygląda w...
Read More
Szkoła rodzenia. Czy wiedza z niej wyniesiona wystarcza w pierwszych 100 dniach życia Maluszka? (wyniki ankiety)

Szkoła rodzenia. Czy wiedza z niej wyniesiona wystarcza w pierwszych 100 dniach życia Maluszka? (wyniki ankiety)

Odkąd zostałem tatą, każdego dnia odkrywam kolejne strony rodzicielstwa. Nieustannie szukając nowych doświadczeń zacząłem się zastanawiać, jak ono wygląda w...
Read More
Programowanie dziecka dla początkujących. Twojego również.

Programowanie dziecka dla początkujących. Twojego również.

Odkąd zostałem tatą, każdego dnia odkrywam kolejne strony rodzicielstwa. Nieustannie szukając nowych doświadczeń zacząłem się zastanawiać, jak ono wygląda w...
Read More