W artykule Puścić płazem czy ukarać wyjaśniłem, dlaczego nie warto robić ani jednego, ani drugiego. Na szczęście jest trzecia droga, która polega na postawieniu granic, szanując przy tym ukochane dziecko i jednocześnie umacniając z nim więź. Wyzwanie wydaje się trudne i z pewnością często nie to podpowiada nam intuicja albo nerwy zszargane kolejnym testem, buntem i krzykiem Malucha.

A jednak takie podejście jest możliwe i jest to jeden z najważniejszych powodów, za który cenię RIE, metodę rodzicielską rozwiniętą w Kalifornii przez węgierską imigrantkę, Magdę Gerber, w latach siedemdziesiątych ubiegłego stulecia. Czy zawsze udaje mi zastosować do tych rad w stosunku do Tosi? Nie, oczywiście, że nie. Uczę się każdego dnia i często bywa, że mi nie wychodzi. Ale pamiętając o nich jest mi łatwiej, kiedy trzeba zareagować. Może i Tobie te wskazówki się przydadzą.

A zatem, jak stawiać granice szanując przy tym własne dziecko? Poniżej prosty przewodnik w ośmiu punktach.

Zacznij od znajomego dziecku otoczenia i realistycznych oczekiwań.

Dyscyplina zaczyna się od codziennych rutynowych czynności. Maluch po jakimś czasie wie, czego się spodziewać i czego się od niego oczekuje. Dlatego małe dzieci najlepiej czują się w domu. Pamiętam, kiedy wróciliśmy z pierwszych wakacji z sześciomiesięczną Tosią. Nigdy nie słyszałem, żeby ktoś tak głośno krzyczał z radości na widok własnego pokoju, łóżeczka i mebli! Z tego też względu nie warto oczekiwać, że nasze maleństwo będzie aniołkiem podczas rodzinnych przyjęć czy zakupów w galerii handlowej. Jeśli tak jest, wygrałaś w totka.

Nie bój się trudnych reakcji dzieci i nie bierz ich osobiście.

Pewnie tak jak mnie zdarza ci się czasami zastanawiać w trudnych momentach, a co jeśli mój syn/moja córka jest złym dzieckiem? Jeśli teraz się tak zachowuje, to co będzie w szkole, jak będzie traktował(a) inne dzieci? Maluchy podskórnie wyłapują nasze obawy, które często są wypowiadane na głos. To tylko zwiększa napięcie i powoduje, że dziecko może przyjąć za prawdziwe nasze wyobrażenie o nim. Albo przynajmniej wyczuje nerwy rodziców i ze zdwojoną siłą powtórzy zachowanie, które nas zaniepokoiło.

Zamiast skupiać się na głośnym zamartwianiu i nazywaniu zachowania dziecka (to niegrzecznie, zachowujesz się źle, jak możesz, na kogo ty wyrośniesz?), rozbrój bombę, przerywając pewnie i spokojnie to, co się złego dzieje. Jeśli dziecko uderzy cię w twarz w miejscu publicznym (tak, wiem, wybrałem mocny przykład), spróbuj zachować zimną krew i się nie wzburzyć. Ono nie robi tego, bo cię nie lubi i nie jest złym czy niegrzecznym dzieckiem. Ono prosi cię, w swoim wczesno-dziecinnym stylu i języku, o ustanowienie granic, których potrzebuje, a których może nie doświadcza. Dlatego w takim wypadku najlepszym rozwiązaniem jest powstrzymanie stanowczo, ale możliwie delikatnie, ręki dziecka i odsunięcie go na odległość, z której nie będzie mogło uderzyć. Jednocześnie warto wyjaśnić, że odsuwamy je, bo nie możemy pozwolić, żeby znowu uderzyło nas w twarz.

Zareaguj od razu. Spokojnie, jak szefowa dużej firmy.

Wyobraź sobie, że jesteś prezeską dużej firmy i w twojej opinii jeden z pracowników zachowuje się niewłaściwie. Jednocześnie wiesz, że jest to podwładny godny szacunku, którego darzysz dużą sympatią. Jak byś zareagowała? Groźbami, nerwami, złością i histerią? Czy spokojem, pewnością siebie i ciepłem? Dzieci chcą czuć, że panujemy nad sytuacją, kiedy one nad nią nie panują i że wiemy, co należy zrobić. Kiedy mają przy sobie lidera, który potrafi spokojnie wyegzekwować jakąś zasadę, czują się komfortowo.

Prawienie kazań, reakcje emocjonalne, czy kary nie dają jasności sytuacji, której Maluch potrzebuje. Zamiast tego wzbudzają poczucie winy, wstydu albo zastraszają, co separuje nas emocjonalnie od dziecka. Wystarczy proste, natychmiastowe i spokojne: Nie mogę pozwolić ci tego robić. Jeśli rzucisz tym przedmiotem jeszcze raz, zabiorę go. I oczywiście zrobić tak, jak zapowiedzieliśmy. Kluczem jest natychmiastowa reakcja, bo inaczej dziecko nie zrozumie związku przyczyny i skutku. Jeśli się spóźnisz, nie wracaj do tego. Następna okazja z pewnością już wkrótce się nadarzy!

Mów w pierwszej osobie.

Może się to wydać mało istotne, ale mówienie w trzeciej osobie (np. tata nie może pozwolić ci tego wziąć do buzi) nie jest jasnym komunikatem. Komplikujemy niepotrzebnie i sugerujemy uczestnictwo w sytuacji jakiejś kolejnej osoby. Lepiej mówić wprost w pierwszej osobie, (nie mogę pozwolić ci tego wziąć do buzi). Kiedy definiujemy granice, im prostszego języka używamy, tym lepiej. 

Konsekwencje. Nie kary.

Wiele się mówi o tym, że dobrą metodą na naukę dyscypliny z szacunkiem do dziecka jest umożliwienie mu doświadczenia konsekwencji. Warto dokładnie wyjaśnić, czym w tym kontekście konsekwencje są. Konsekwencje to naturalne następstwo danego zachowania. Na przykład, jeśli dziecko nie chce umyć zębów i trwa to wieki, mama może powiedzieć, że nie starczy im czasu na przeczytanie ulubionej książeczki przed snem i tej książeczki rzeczywiście nie przeczytać, jeśli sam komunikat nie pomógł. Jeśli dziecko rzuca jedzeniem albo nie chce usiąść, żeby zjeść, to jest znak, że nie chce jeść. I przestajemy je karmić. Tosia jeszcze nie rzuca jedzeniem, ale często wytrąca mi niespodziewanie łyżeczkę z ręki. Próbuję wtedy jeszcze raz czy dwa, ale jeśli mocno macha rękami, to dla mnie sygnał, że skończyła. Konsekwencje są dla dziecka fair i z czasem je zrozumie, dlatego są skuteczne. Tym między innymi różnią się od nieskutecznych na dłuższą metę kar.

Płacz jest w porządku. Nie ograniczaj go i nie strofuj za niego dziecka.

Czasami wydaje nam się, że istnieją sposoby, żeby nie tylko zrobić tak, żeby dziecko zachowało się w oczekiwany sposób, ale i żeby zrobiło to cichutko, bez szemrania, jęczenia i płaczu. No cóż, jeśli tak się dzieje cały czas, to przypatrz się bliżej, bo może za tym się kryć jakaś bomba z opóźnionym zapłonem. Dzieci są wulkanami emocji i te emocje muszą znaleźć swoje ujście. Szczególnie wtedy, kiedy wyznaczymy granicę, której wcześniej nie było. Wyobraź sobie, że powiedziałaś Maluchowi, że idziesz na chwilę do łazienki i że wrócisz za chwilę. Po czym spokojnie oddaliłaś się w ustronne miejsce. Nagle słyszysz swoje ledwo chodzące dziecko za drzwiami, ryczące wniebogłosy i walące pięściami w drzwi. Jak zareagujesz? Zgodnie z zasadami zaproponowanymi przez RIE, zaakceptuj taką reakcję dziecka na twoją decyzję. W pierwszych latach dzieci przeżywają naturalnie jedną huśtawkę nastrojów za drugą. Potrzebują przestrzeni, żeby w bezpieczny sposób wyładować emocje.

Cokolwiek by się nie działo, kochaj bezwarunkowo.

Nie warto podważać naszej bezwarunkowej miłości do dziecka (mama przestanie cię kochać, jeśli będziesz się tak brzydko zachowywał). Komunikat, który zapamięta dziecko będzie taki, że nasza miłość i wsparcie mogą się w każdej chwili skończyć. Czy to osłabi czy wzmocni poczucie bezpieczeństwa dziecka? Oczywiście osłabi a Maluch będzie doświadczał winy, wstydu, strachu i braku własnej wartości. A karma wróci potem do warunkowych rodziców, kiedy pewnego dnia doświadczą wściekłości lub po prostu zerwania kontaktu z głęboko zranionymi dziećmi. Nie warto igrać z ogniem i iść tą drogą…

Nigdy nie dawaj klapsów. Nigdy.

W ten sposób nie zbudujesz relacji opartej na zaufaniu. Jeśli bito cię w dzieciństwie i uważasz, że wyszło ci to na dobre, przypomnij sobie tamte chwile i tamte uczucia. Być może spostrzeżesz teraz, że były lepsze metody załatwienia trudnych sytuacji. A jeśli dzisiaj nie masz zaufania do któregoś z rodziców, pomyśl, skąd to się wzięło.

Istnieją dowody na to, że bicie, nawet niewinne klapsy w pupę, są powiązane z agresywnym zachowaniem w późniejszym wieku. W artykule Time Magazine The Long-Term Effects of Spanking, autorka Alice Park wyjaśnia wnioski z wieloletniego badania tego zachowania. Badanie jednoznacznie dowodzi, że długofalową reakcją dzieci na klapsy jest ich zwiększona agresja. W badaniu wzięło udział 2500 dzieci. Te, które w wieku lat trzech dostawały znacząco więcej klapsów, w wieku lat pięciu były bardziej skłonne do agresywnych zachowań.


Miłość do dziecka wymaga mówienia nie. Choć naturalnie chcemy dzieciaczkom przychylić nieba, naszym zdaniem jest pokazać im też granice. A to oznacza borykanie się z ich emocjonalnymi reakcjami. Mnie pomaga świadomość, że Tosia zasługuje na bezpośrednie, uczciwe odpowiedzi i działania. Dzięki temu konstruuje sobie busolę dobra i zła i sama buduje własne mechanizmy dyscyplinujące. Dlaczego to jest ważne? Bo dzięki temu w przyszłości będzie w stanie szanować innych i sama będzie szanowana. Dla mnie gra jest warta świeczki.

A Ty jak sobie radzisz w trudnych sytuacjach z dziećmi?

Twój Maluch nie śpi w nocy?

http://sleepconcept.pl/wp-content/themes/sleep-wp/assets/img/logo-light.pngNa hasło Tasty Way of Life, dodatkowe konsultacje gratis. Poznaj szczegóły i naszą historię.