Kto jest kapitanem statku, czyli jak reakcje rodzica hartują charakter dziecka.

Proponuję ci prosty test, po którym okaże się, czy w twoim domu jest prawdziwy kapitan statku. Czyli ktoś, kto panuje nad sytuacją, ale niekoniecznie kontroluje każdą decyzję załogi. To znaczy w tym wypadku – decyzję dzieci.

Twoje kilkuletnie dziecko chce kolejną porcję lodów albo pizzy. Ty z kolei nie chcesz mu jej dać. Maluch jęczy, płacze i ciągnie cię za ubranie. Wtedy najprawdopodobniej:

  1. Wytłumaczysz mu, że nie może, bo to za dużo tego dnia. A kiedy padnie pytanie, co to znaczy za dużo, odpowiesz, więcej niż jeden. Wtedy spryciarz zaproponuje, to jak następnym razem zamówię jednego loda, to poproszę dwa razy większego i mi pozwolisz? Rzucasz w odpowiedzi zirytowana, nie, to tak nie działa. Natychmiast usłyszysz, to jak to działa?!! Nie masz już sił tłumaczyć, opadają ci ręce…
  2. Spokojnie spoglądasz na Malucha i mówisz, słyszę i czuję, jak mnie ciągniesz za nogawkę, bo chcesz kolejną porcję. Wiem, że lody są smaczne i doskonale cię rozumiem, że chcesz więcej. Ale dzisiaj już nie będziemy jeść lodów.
  3. Podirytowana jęczeniem komentujesz, nie ma co jęczeć, bo lodów nie będzie a ja się zaraz wkurzę, bo tłumaczyłam ci to sto razy. A po chwili rzucasz zrezygnowana, no dobrze, lodów nie ma, ale błagam, nie jęcz już. Dostaniesz w zamian wafelka, ok?

Którą opcję wybrałaś? Domyślasz się, którą opcje wybrałby kapitan statku?

Rola kapitana jest trudna. Cholernie trudna.

Bycie kapitanem oznacza, że bierzesz na siebie odpowiedzialność prowadzenia swoich dzieci po spokojnych i wzburzonych morzach życia. Tak właśnie opisuje to Susan Stilffelman, pedagog i terapeuta rodzinny.

Kapitan reaguje spokojnie, kiedy widzi i czuje stres, wzburzenie, strach czy żal załogi. Daje sobie z tymi emocjami radę. Nie wyprowadzają go z równowagi. Co więcej, kapitan doskonale rozumie, że załoga nie musi go lubić i nie oczekuje, że zawsze będzie uśmiechać się w jego obecności.

Rozumie też własną rolę. Nie chodzi tylko o doprowadzenie statku bezpiecznie do portu, ale o coś więcej. Kapitan ma ambicję wyszkolić młodą załogę na wspaniałych żeglarzy, którzy kiedyś samodzielnie poprowadzą własne okręty. A żeby tak się stało, każdy członek załogi musi przeżyć, poznać i odkryć, jak samodzielnie poradzić sobie z zawodem, złością i rozgoryczeniem na wzburzonym morzu i dalej sterować we właściwym kierunku.

Moim zdaniem to jest przepiękna metafora roli rodzica. Uświadamia mi, jak ważne i trudne przed rodzicem stoi zadanie, ale też pozwala szybko sprawdzić, czy w danej sytuacji rzeczywiście je wypełniam, bo…

Kiedy zaczynam negocjować, argumentować, przekonywać i debatować, przestaję być Kapitanem.

Rozmowa z dzieckiem ciągnie się wtedy w nieskończoność i do niczego nie prowadzi, a statek niepostrzeżenie zaczyna dryfować. Z jednej strony oczekuję dyskusji jak równy z równym. Z drugiej robię wszystko, żeby przekonać swoją nieletnią załogę do wybranej przeze mnie opcji. A przecież to naturalne, że mój wybór może się nie spodobać i że mogę usłyszeć na przykład…

Jeśli nie mogę zjeść drugiej porcji lodów, to nie będę nic jadł i cię nienawidzę.

Tego już za wiele, odpowiadam wzburzony. W tej chwili idź do swojego pokoju. Zupełnie nie doceniasz, ile dla ciebie robię! Jak możesz tak do mnie mówić? A moje serce przeszywa żal i ból. W takim stanie kompletnie nie kontroluję sytuacji, nie panuję nad kursem statku a najważniejsze na świecie staje się rozładowanie moich własnych trudnych emocji. Przekupstwem, groźbą lub karą. Efekt jest taki, że poczucie utraty kontroli pogłębia się, bo działam w panice, desperacji, mam poczucie braku szacunku, docenienia i oczywiście porażki.

Czego bardziej potrzebuje Twoje i moje dziecko?

Czy tego drugiego kawałka pizzy albo porcji lodów? Czy może rodzica, który jest wystarczająco dorosły i odporny, aby przyjąć na klatę humory i emocje Malucha, które ciężko mu jeszcze zrozumieć i okiełznać? Czy potrzebuje kogoś, kto stanowczo i z miłością będzie go prowadził przez trudne jeszcze do zrozumienia życie? Czy kogoś, kto da się nabrać na pierwszą lepszą zagrywkę z ekstra gałką lodów, podczas gdy chodzić może o coś zupełnie innego?

Nie mam wątpliwości, że ja jako dziecko wolałbym dostać to drugie, czyli w dużym skrócie – bezpieczeństwo, choć mógłbym komunikować coś zupełnie innego. Bo tak już jest z dziećmi, że to czego one werbalnie albo gestykulując chcą, to niekoniecznie jest to, czego potrzebują. Zresztą u dorosłych jest tak samo. Trudno nam dotrzeć i wyrazić nasze prawdziwe potrzeby wobec bliskiej nam osoby. Dzieci z kolei jeszcze się tego nie nauczyły.

Czy to oznacza dla rodzica żelazną konsekwencję i twarde trzymanie się reguł?

Wcale nie. Zawsze można powiedzieć, wiesz co, druga porcja lodów po obiedzie to nie jest zły pomysł. Ale chodzi o to, żeby się przed tym nie chować i nie poddawać tylko dlatego, że dziecko nas zawstydzi albo zmęczy. Na przykład komentując, no dobrze… dam ci te lody, tylko już nie jęcz proszę… Mam tego po dziurki w nosie.

Wiesz też tak dobrze jak ja, że bycie konsekwentnym rodzicem jest utopią. Ideałem nie do zrealizowania. Wystarczy jakiś niefajny email w pracy, nieprzespana noc albo codzienne problemy z partnerem. Cokolwiek. Mamy prawo zmienić zdanie i zrobić inaczej niż radzą w książkach, jeśli to pomoże nam pozostać kapitanem statku. Ale reakcja, wiesz co, w sumie to kolejny chrupek dzisiaj nie zaszkodzi to zupełnie co innego niż nasze własne jęczenie czy proszenie, żeby dziecko już nie krzyczało, drapało czy wyło i w efekcie poddanie się…

Dlaczego reakcja w stylu kapitana jest taka trudna?

Mam problem, żeby powiedzieć spokojnie i prosto w oczy, wiem, że naprawdę chcesz na śniadanie kawałek pizzy. Kumam to. Bo pizza jest smaczna. Pewnie dla ciebie jest smaczniejsza od owsianki na śniadanie. Ale dzisiaj jemy owsiankę. Podziwiam rodziców, którzy potrafią tak powiedzieć. Bo to znaczy, że za moment będą też potrafili znieść komentarze, to jest obrzydliwe, nie chcę tego jeść. I nie wchodzić w jałową dyskusję typu, ale to jest zdrowe, bla bla bla tylko po to, żeby zagłuszyć rozczarowanie dziecka, które trudno nam znieść w spokoju. A przecież to normalna reakcja człowieka, który woli pizzę od owsianki i nie może jej zjeść. W sumie czemu tu się dziwić?

Dlaczego tego nie potrafimy, dlaczego to takie trudne? Bo sami doświadczyliśmy podobnych reakcji naszych własnych rodziców. Tak zostaliśmy zaprogramowani. Nasze emocje były tłumione (nie ma co jęczeć i płakać), byliśmy zawstydzani (inne dzieci nie protestują i grzecznie jedzą a ty nie), czy doświadczaliśmy oczywistej irytacji naszych rodziców (to jest dla twojego dobra i koniec dyskusji, masz to zjeść, bo nie wyjdziesz na dwór). Nasi rodzice nie umieli po kapitańsku przyjąć naszych komentarzy, jęczenia czy płaczu. Czuli się z tym bardzo niekomfortowo i chcieli to natychmiast przerwać. My często robimy tak samo…

To siedzi głęboko w nas i z reguły jest zupełnie podświadome. Skoro my nie mogliśmy wyrazić tego, co czujemy, to teraz reagujemy na takie zachowania dzieci nerwowością i frustracją. Często nieproporcjonalnie większą niż patrzący z boku obserwator oczekiwałby od dorosłego, który słyszy od małego dziecka, nie chcę tego zrobić.

O co ten cały szum? Dlaczego nie mogę po prostu dać dziecku drugiego kawałka pizzy, jeśli mam już dosyć jego jęczenia?

Jeśli tak zrobimy raz czy dwa, to nie ma sprawy. Ale jeśli reagujemy regularnie i systematycznie w ten sposób na niezadowolenie, jęczenie i inne negatywne emocje dziecka, dajemy mu jasny sygnał:

Nie wierzę, że poradzisz sobie z zawodem i z frustracją. Z tym, co teraz czujesz, a jest niewygodne. Tak jak ja nie mogę sobie z tym poradzić.

A potem dzieci dorastają, ale problemy ciągle pozostają. Pewnego dnia z moją córką zerwie jakiś chłopak albo nie dostanie pracy o jakiej marzyła. A może według niej ktoś ciągle nie będzie zachowywał się tak, jak powinien. I zamiast zdrowego poradzenia sobie z tymi normalnymi choć trudnymi emocjami, sposobem na rozżalenie, zawód i frustrację stanie się kompulsywne jedzenie słodyczy, agresja a może alkohol albo narkotyki.

Dlatego tak sobie myślę, że jeśli chcemy, żeby w dorosłym życiu nasze dzieci cierpiały mniej, to pokażmy im już teraz, jak sobie z cierpieniem mądrze radzić. Tak jak potrafi to dobry kapitan statku.

Jeśli podoba Ci się, to co właśnie przeczytałaś i chcesz wiedzieć więcej o filozofii rodzicielskiej RIE, na której opieram swoje rodzicielstwo, dołącz do naszej grupy na Facebooku.

Zobacz także / Related post
Tomasz Smaczny on EmailTomasz Smaczny on FacebookTomasz Smaczny on InstagramTomasz Smaczny on Linkedin
Tomasz Smaczny
Nazywam się Tomasz Smaczny i jestem ciekawym tatą.
Pomagam mamom i tatom małych dzieci podejmować najlepsze decyzje dotyczące opieki i wychowania swoich pociech. Żeby poczuli się spokojnie, kompetentnie i bardziej spełnieni jako rodzice.

Jak i dlaczego to robię? Przeczytaj moją historię...

Zobacz także
Kilka ważnych rzeczy, które dzieci chciałyby wiedzieć o śmierci.

Kilka ważnych rzeczy, które dzieci chciałyby wiedzieć o śmierci.

Proponuję ci prosty test, po którym okaże się, czy w twoim domu jest prawdziwy kapitan statku. Czyli ktoś, kto panuje...
Read More
Szacunek do dzieci. Co to jest i jak okazywać go w praktyce? (Manifest RIE)

Szacunek do dzieci. Co to jest i jak okazywać go w praktyce? (Manifest RIE)

Proponuję ci prosty test, po którym okaże się, czy w twoim domu jest prawdziwy kapitan statku. Czyli ktoś, kto panuje...
Read More
Czego oczekiwać od małego dziecka po zajęciach z angielskiego?

Czego oczekiwać od małego dziecka po zajęciach z angielskiego?

Proponuję ci prosty test, po którym okaże się, czy w twoim domu jest prawdziwy kapitan statku. Czyli ktoś, kto panuje...
Read More
Co zrobiła Mama, żeby zachęcić Tosię do samodzielnej zabawy. Bajka RIE dla dorosłych.

Co zrobiła Mama, żeby zachęcić Tosię do samodzielnej zabawy. Bajka RIE dla dorosłych.

Proponuję ci prosty test, po którym okaże się, czy w twoim domu jest prawdziwy kapitan statku. Czyli ktoś, kto panuje...
Read More
Co zrobiła Mama, kiedy Tosia nie chciała oddać zabawki Jasiowi. Bajka RIE dla dorosłych.

Co zrobiła Mama, kiedy Tosia nie chciała oddać zabawki Jasiowi. Bajka RIE dla dorosłych.

Proponuję ci prosty test, po którym okaże się, czy w twoim domu jest prawdziwy kapitan statku. Czyli ktoś, kto panuje...
Read More