Z niemowlakiem na basen? Czy to nie za wcześnie? Te pytania sam sobie zadawałem przez ostatnie dziesięć miesięcy. Ja, który uwielbiam wodę, pływam, żegluję, nurkuję i surfuję. Przecież od zawsze marzyłem, żeby spędzać czas w wodzie z własną córką, a tu nagle włączyła mi się jakaś blokada.

Tak to już jest, że jeśli sami nie mamy podobnych doświadczeń (a ja pływać nauczyłem się dopiero jako nastolatek) albo nikt w naszym otoczeniu nam o nich nie opowie, to wyobraźnia pracuje i w głowie pojawiają się różne uprzedzenia i obawy. Na przykład o to, że woda w basenie jest brudna, że dziecko będzie się bało, albo co najgorsze, że się poślizgnę się, przytopię Tośkę i będzie pozamiatane. Trauma do końca życia. Każdy argument jest dobry, żeby tylko nie narażać się na wymagającą sytuację, szczególnie że zawsze możemy powiedzieć: mamy na to jeszcze czas.

Otóż tak właśnie myślałem o wspólnej nauce pływania z Tosią aż do ostatniej soboty, kiedy to wybraliśmy się w trójkę z Natalią na basenowe zajęcia pływania dla niemowląt. Motorem do tego eksperymentu były bardzo pozytywne opinie naszych znajomych, którzy mają synka w podobnym wieku. Ich relacja była kluczowa. Wystarczyło poznać ich wrażenia z pierwszej ręki, żeby coś się w nas przełamało. Zachęceni, zdecydowaliśmy się następnego dnia wybrać się z nimi, żeby zobaczyć, jak to wygląda.

Tę relację piszę dlatego, bo może wśród was są rodzice małych dzieci, którzy tak jak my do niedawna, zastanawiają się nad sensem pływackich zajęć. I jednocześnie nie znacie nikogo, kto mógłby coś o nich powiedzieć. Być może nasze wrażenia pomogą wam podjąć decyzję.

Zajęcia dla bobasów są całkiem popularne.

To było moje pierwsze zaskoczenie. Mieszkamy w Krakowie i wydawało mi się, że może takie zajęcia prowadzone są gdzieś na jednym basenie, na pewno na drugim końcu miasta. Nie wiem, skąd to przeświadczenie. Może stąd, że nie słyszałem o nich wcześniej od nikogo. A tymczasem wystarczyło wpisać w Google pływanie niemowlaki Kraków i wyskoczyło kilka szkółek. Co więcej, wszystkie te szkółki organizują zajęcia na różnych basenach w całym mieście. My mamy całkiem spory basem kilkaset metrów od domu. I okazało się, że tam też są zajęcia dla bobasów.

To mi dało do myślenia, że jest całkiem spora grupa rodziców, którzy się na nie decydują i że nie jest to jakaś ekstrawagancka rozrywka z dzieckiem. Skoro tak, to może jest w tym coś fajnego.

Dlatego moja pierwsza rada brzmi: sprawdź, gdzie odbywają się zajęcia w twoim mieście, zanim uznasz, że na pewno ich nie ma albo są za daleko.

Są wyspecjalizowani instruktorzy nauki pływania dla niemowląt.

Nie jest tak, że dowolny instruktor pływania nagle pojawi się na zajęciach i z gwizdkiem będzie komenderował naszymi maluchami z brzegu, wydając polecenia niczym kapral w czasie ćwiczeń wojskowych. Okazuje się, że do takiej pracy trzeba mieć specjalne przeszkolenie. O jakość szkolenia i kształcenie instruktorów dba Polskie Stowarzyszenie Pływania Niemowląt. Mówiąc szczerze, bardzo pozytywnie mnie to zaskoczyło. Temat jest traktowany poważnie i nie ma mowy o wolnej amerykance w basenie. Podstawową cechą zajęć jest ciągła obecność instruktora w wodzie i bezpośredni kontakt z rodzicami i dziećmi w czasie tłumaczenia i wykonywania ćwiczeń. Masz prawo oczekiwać, że twój instruktor jest specjalistycznie przeszkolony do pracy z najmniejszymi dziećmi i możesz o to wprost zapytać.

Program zajęć w wodzie ma sens i logikę.

Dobór ćwiczeń nie jest przypadkowy. Wszystkie szkoły uczą miłości do wody dając dziecku szansę na budowanie poczucia własnej wartości i wolności. Program jest ułożony tak, aby zmierzać do coraz większej samodzielności dziecka w wodzie. Dzięki temu maluch poznaje również swoje granice i nabywa respektu do wody.

Każde ćwiczenie w postaci zabawy jest skonstruowane tak, aby uczyć w bardzo delikatny sposób konkretnych umiejętności pływackich. Podam kilka przykładów z naszych pierwszych zajęć. Jak ćwiczyć ruszanie nóżkami w wodzie? Ustawiliśmy się w małym kółku a między nami unosiło się kilka piłek, które dzieci z chęcią kopały, wymachując przy tym nogami pod wodą. Innym przykładem jest stopniowa nauka skoków do wody na nogi. Dla dzieci siedzących w pierwszym etapie wygląda to tak, że maluch siada na krawędzi basenu na desce do pływania (żeby nie było mu zimno w pupę), a stojący przed nim rodzic trzyma go pod paszki i mówi: raz, dwa, trzy, hop! I na to hop, ściąga malca do wody, nie zanurzając mu twarzy.

Niemowlęta mogą nurkować!

Najbardziej spektakularna jest nauka zanurzania. Na początku polewa się malucha delikatnie wodą z konewki, najpierw ramionka, potem główkę, tak żeby poczuł wodę na twarzy. Jednocześnie stosując metodę raz, dwa, trzy – uczy się malucha wstrzymywać oddech na komendę. Dzieci to łapią! Kiedy obydwa ćwiczenia są opanowane, instruktor bierze malucha w obecności rodzica i wykonuje nim w wodzie trzy falujące ruchy w prawo i w lewo, twarzą do rodzica i z głową na wierzchu. Za czwartym razem instruktor najpierw układa malucha na plecach ciągnąc go w swoje prawo a potem przekręca go na brzuszek i popycha w lewo, w stronę rodzica jednocześnie lekko go zanurzając. I puszcza! To jest niesamowity widok. Mały nurkuje jakiś metr sam i niesiony siłą popchnięcia wypływa przy rodzicu. Zamarłem, kiedy to zobaczyłem, ale ŻADNE dziecko, które próbowało tego ćwiczenia, nie zapłakało. Większość przyjęła je jak coś normalnego a kilka dzieciaczków było lekko zdziwionych i zaskoczonych.

Podstawowa zasada – nic na siłę!

My nie próbowaliśmy z Tosią zanurzania na pierwszej lekcji. Bardzo ważna jest uważność rodzica, choć instruktor też świetnie wyczuwa nastrój dzieci. Gdyby na przykład wziął do ręki malucha i zaczął ćwiczenie a on skrzywiłby się wyraźnie lub zapłakał, natychmiast przerwałby i przekazał dzieciaczka rodzicowi. My widzieliśmy na twarzy Tosi, że jak na pierwszy raz miała masę wrażeń: nieco chłodniejszą wodę niż w czasie kąpieli w wanience, nowe miejsce, dziesiątka niemowlaków i drugie tyle rodziców, no i pół godziny w wodzie bez kontaktu z dnem. Przyjdzie jeszcze czas i na konewkę i na zanurzanie.

A co z higieną i czystością wody?

Żadna odpowiedzialna szkoła nie zorganizuje zajęć dla najmniejszych dzieci w basenie do tego nieprzystosowanym. Warto o to zapytać. Zajęcia odbywają się na małych basenach, gdzie woda sięga rodzicom maksymalnie do piersi. Dlatego rodzic nie musi umieć nawet pływać!

Co do samej higieny, obowiązkowy jest prysznic przed wejściem do wody i należy też zmoczyć malucha. Dzieci muszą też nosić pieluchy do pływania, a w niektórych szkołach wymagane jest dodatkowo założenie na nie neoprenowych majteczek.

Podsumowując, czy to nie za wcześnie na takie zajęcia?

Grupy zaczynają się od trzeciego miesiąca życia. Są nawet na nich dzieci, które jeszcze same nie trzymają główki. Z pewnością takie zajęcia oswajają malucha z wodą i powodują, że z czasem zaczyna się w niej swobodnie i bezpiecznie czuć. Natomiast na tytułowe pytanie odpowiedziałbym tak: po pierwsze, rodzic musi się czuć gotowy, żeby spróbować. W wodzie kluczowe jest zaufanie dziecka do trzymającego go rodzica, który w pewny, cierpliwy i delikatny sposób pracuje i bawi się z nim.

Po drugie, żeby ocenić gotowość dziecka, warto pójść dwa, trzy razy maksymalnie w odstępach tygodniowych. Tyle wystarczy, żeby zorientować się, co podoba się malcowi, a co niekoniecznie i czy ogólnie zaakceptuje pobyt na basenie. Wiele dzieci za pierwszym razem bardzo się spina, bo jest oszołomiona ilością wrażeń. To normalne i dlatego warto dać sobie i dziecku czas na kolejną lekcję w ciągu tygodnia, żeby pamiętało poprzedni pobyt.


Ja jestem przekonany do tego typu zajęć. Chcę Tosi umożliwić poznanie wody, do której warto czuć respekt ale nie warto jej się bać. Bo jest pięknym żywiołem. Więc dopóki będę widział radość na jej twarzy w czasie kolejnych ćwiczeń, chętnie z nią popływam. Co z tego wyniknie? Tośka na pewno mi to zakomunikuje sama!

Twój Maluch nie śpi w nocy?

http://sleepconcept.pl/wp-content/themes/sleep-wp/assets/img/logo-light.pngNa hasło Tasty Way of Life, dodatkowe konsultacje gratis. Poznaj szczegóły i naszą historię.