5 skutecznych sposobów na wyrzucenie z przedszkola w trakcie adaptacji dziecka. (historia prawdziwa)

11 czerwca 2019 roku w (Nie)Kochanym Przedszkolu w Krakowie Pani Dyrektor zasugerowała nam, abyśmy zmienili placówkę naszej niespełna trzyletniej córce, która w czasie tejże rozmowy odbywała właśnie drugi dzień adaptacji do swojego pierwszego w życiu przedszkola.

Byliśmy oczywiście zachwyceni takim obrotem sytuacji. Przecież przygotowywaliśmy Tosię do tego konkretnego przedszkola od stycznia. Wtedy to zawarliśmy z Panią Dyrektor dżentelmeńską umowę o przyjęciu Tosi, kiedy tylko będzie gotowa. Najpóźniej od września 2019 roku, niedługo przed jej trzecimi urodzinami. Tosia otrzymała nawet od Pani Dyrektor maskotkę w postaci pieska Lucky’ego, który z przedszkolem miał jej się dobre kojarzyć i którego miała sama przynieść przy swojej pierwszej adaptacyjnej wizycie. Piesek Lucky pomagał nam w opowiadaniu Tosi o Kochanym Przedszkolu i tym, co ją tam czeka.

Naturalnie decyzja Pani Dyrektor przerosła nasze oczekiwania. Byliśmy oszołomieni i od razu przyszło nam do głowy, aby tą radością podzielić się z innymi rodzicami, którzy szykują swoje dzieci do przedszkoli. W końcu takie sytuacje nie zdarzają się często a pewnie każdy z Was w głębi duszy marzy, żeby znaleźć się na naszym miejscu. Dlatego podpowiem Wam w pięciu konkretnych punktach, co możecie zrobić, aby i Was dotknęło takie szczęście. Wydaje mi się, że niestety może się ono przydarzyć tylko w przedszkolach prywatnych, ale może się mylę? Sami oceńcie.

#1 Poproś o projekt umowy najszybciej, jak to możliwe.

Z dużym prawdopodobieństwem przedszkole, które wybraliście dla swojego dziecka, cieszy się dobrą opinią. Ma średnią powyżej 4 na Facebooku, w Google i może na dodatek znacie kogoś, kto tam uczęszczał i je rekomenduje. To nic, że recenzje pochodzą sprzed roku, dwóch lub trzech lat. Zwykle bierzemy za pewnik, że poziom przedszkola nie zmienił się a kadra i dyrekcja może być tylko bardziej doświadczona a ich entuzjazm i chęć pracy w przedszkolu ciągle jest na wysokim poziomie…

Jak mieliśmy okazję się przekonać, panta rei – wszystko płynie. Wszystko się zmienia. Ludzie i miejsca też. Właściwie ocenić można to jednak dopiero przy bliższym poznaniu, dlatego na wstępie zadbaj o formalności. My też mieliśmy taki plan. Po naszym osobistym spotkaniu w styczniu dwukrotnie smsem prosiłem Panią Dyrektor o projekt umowy. Nie doczekałem się żadnej odpowiedzi. Wtedy pomyślałem sobie: ufam im, przecież to doskonałe przedszkole. Widocznie uznali, że mamy na to czas. W końcu Tosia ma tam dołączyć najwcześniej w kwietniu/maju. Spokojnie Tomek, nie bądź formalistą, to wspaniałe miejsce.

Ostatecznie dokumenty dotarły do nas 30. maja, kiedy po kilku próbach kontaktu mojej Natalii udało się porozmawiać z Panią Dyrektor i ustalić start adaptacji od 10. czerwca. Zdanie z przywitalnego maila: Zależy mi na tym, aby jeszcze przed podpisaniem umowy zasady funkcjonowania naszego przedszkola były jasne, a Rodzic w pełni je akceptował 🙂 nie wzbudziło jeszcze naszych podejrzeń…

#2 Kiedy zostaniesz zaproszony na dzień otwarty, a Dyrekcja zdziwi się na Twój widok, mimo wszystko zadawaj pytania.

W czasie rozmowy mojej żony z Panią Dyrektor odnośnie dokumentów i startu adaptacji, Pani Dyrektor zaprosiła nas imprezę z okazji Dnia Dziecka, organizowaną dla rodziców i dzieci z Przedszkola w miejscowym ogrodzie w piątek 7. czerwca. Natalia zapytała też, czy będzie możliwość rozmowy na temat adaptacji naszej Tosi i oczywiście umowy. Pani Dyrektor potwierdziła taką gotowość. Ucieszyliśmy się na to zaproszenie. To była idealna okazja, żeby zobaczyć życie przedszkola, poznać innych rodziców i poobserwować, jak Tosia odnajdzie się w przedszkolnej gromadce.

Przyjechaliśmy na godzinę 15.00 zgodnie z zaproszeniem. W przedszkolu trwały jeszcze zajęcia. Weszliśmy we trójkę do budynku tłumacząc Tosi, gdzie się znajdujemy. Zobaczyliśmy Panią Dyrektor, przywitaliśmy się. Mignęła nam przed oczami, rzucając dzień dobry i pobiegła na inne piętro. Spojrzeliśmy zaskoczeni po sobie. Pani Dyrektor pojawiła się po raz drugi i nieco zaskoczona naszą obecnością poinformowała nas, że właściwa impreza zacznie się o 16.00 i że możemy poczekać w ogrodzie. Miała na głowie pilne organizacyjne sprawy, którymi musiała się koniecznie zająć…

Od 15.00 do 16.00 kręciliśmy się w trójkę wokół budynku obserwując, jak jedni panowie montują stanowisko z lodami a inni dmuchają zamek – zjeżdżalnię. Wybiła 16.00 i ogród zapełnił się dziećmi i dorosłymi. Usiedliśmy na jednej z ław i obserwowaliśmy krzątaninę. Nie mieliśmy pojęcia, kim są osoby, które nas mijają: rodzicami? wychowawcami? zewnętrznymi dostawcami? Chcieliśmy porozmawiać z wychowawcami najmłodszej grupy i mieliśmy cichą nadzieję, że Pani Dyrektor znajdzie chwilę, żeby przedstawić nas i Tosię kadrze przedszkola. Kiedy ten moment nie następował a Pani Dyrektor mijała nas tylko zajęta lodami, kwiatami, lemoniadą i slackline’em, zaczęliśmy działać na własną rękę. Ustaliliśmy, które panie opiekują się przyszłą grupą Tosi. Podeszliśmy się przywitać. Poprosiliśmy o lody, Tosia ustawiła się w kolejce. Pani była zaskoczona, bo nikt jej nie uprzedził, że na imprezie pojawi się kandydatka na przedszkolaka…

W między czasie inni rodzice podzielili się nami swoimi opiniami. Jesteśmy zadowoleni. Tu się dużo dzieje a panie wychowawczynie są bardzo fajne i dzieci uwielbiają tu przychodzić. Pani Dyrektor jest trochę odjechana i jest tu chaos, ale skoro moje dzieci lubią to miejsce, to w porządku. Ale nie wszystkim to może odpowiadać.

Po skorzystaniu z atrakcji dnia przez Tosię i rozeznaniu się postanowiliśmy jednak zaczepić Panią Dyrektor. W końcu umówiliśmy się również na dyskusję o umowie… Złapałem Panią Dyrektor w biegu.
Acha, Pani Menedżer, proszę wydrukować dla Państwa naszą umowę. Pani Menedżer wydała się mocno zaskoczona… Ja od razu sprostowałem.
Pani Dyrektor, pani nam już przesłała umowę. Chciałbym zapytać o kilka szczegółów.
Nie miała teraz czasu, musiała zadbać o szczegóły imprezy.
Przecież rozmawialiśmy już w styczniu… Macie Państwo jakieś pytania? To najlepiej w ciągu tygodnia, bo teraz jest impreza.
– Tak, do umowy i w związku z tym, czego dzisiaj się dowiedzieliśmy. Wysłałem do Pani maila w niedzielę, mamy piątek a Tosia od poniedziałku zaczyna adaptację. A my nie mamy podpisanej umowy i innych dokumentów.
– Ach tak. Dobrze, zapraszam w poniedziałek o godzinie 8.00.

Uf, pomyślałem, udało się zakończyć ten tydzień jakimś konkretem.

Jeśli zastanawiasz się, jak zaadaptować dziecko do przedszkola i szukasz wsparcia, dołącz do grupy rodzicielskiej Rodzice RIE, gdzie już ponad 1700 rodziców aktywnie pomaga sobie rozwiązywać codzienne wyzwania z szacunkiem i zaufaniem do dziecka.

#3 Upewnij się, ile maksymalnie dzieci będzie w grupie z Twoim dzieckiem i ile maksymalnie dzieci będzie pod okiem jednego opiekuna. Wpiszcie ten punkt do umowy.

Zobacz, ile tu jest dzieci na zdjęciu? – jedna z mam zapytała innej, kiedy dzieliliśmy się wrażeniami w czasie imprezy ogrodowej.
– Policzmy… 22.
I to jest grupa Maluchów i Starszych Maluchów, tak?
– Chyba tak.
Rozmowa mnie zainteresowała.
– To ile tu jest grup w przedszkolu? – zapytałem.
– Maluchy, Średniaki i Starszaki –
odparł tata, który właśnie do nas dołączył.
– A Starsze Maluchy? To to samo co Średniaki?
– Nie wiem.
– A ktoś z Państwa wie?
– Ja nie wiem.
– Ja też się w tym gubię.
– Jak zaczynała tu chodzić moja córka, to było 16 osób. Teraz na zdjęciu jest 22, a jeszcze dojdzie Tosia i pewnie kolejne osoby we wrześniu…
– To ile tu będzie chodzić dzieci?
– Nie wiem, sama się muszę zapytać. Czekam na projekt nowej umowy. Musieliśmy zadeklarować, czy zostajemy na kolejny rok, ale jeszcze umowy nie widziałam. A z ciekawości, ile wy płacicie?
– W umowie mamy 1000 PLN do 15.00 i 1200 do 17.00.
– O kurczę, ja płaciłam w tym roku 950. To teraz ceny są jedne z wyższych w okolicy. I jeszcze ta liczba dzieci. Nie wiedziałam, że to będzie tyle. Liczyłam na kameralną atmosferę.
– A z kim najlepiej o umowie rozmawiać?
– Z Panią Dyrektor.
– Ale ona nam powiedziała, że generalnie zajmuje się imprezami dla dzieci a sprawami administracyjnymi to ktoś inny.
– Aa, jest tutaj Pani Menedżer, nowy zarządca. Ale właścicielem przedszkola jest Pani Dyrektor więc umowy przechodzą przez nią.
– Acha…

W poniedziałek 10. czerwca chwilę po 8.00 rano stawiliśmy się przed przedszkolem. Zaparkowaliśmy dokładnie za samochodem Pani Dyrektor, która właśnie z niego wychodziła w towarzystwie jakiegoś mężczyzny i dwojga dzieci. Przywitaliśmy się na ulicy.
– Dzień dobry. Ach, muszę jechać po kwiaty na giełdę. Szalony dzień.  
I pobiegła do bramki. Stanęliśmy jak wryci. Po pierwsze, bo się z nami umówiła na rozmowę. Po drugie, bo nie przywitała się z naszą nianią, Tosią i nie przedstawiła swojej rodziny. Jak się okazało Pan Kierownik również w przedszkolu pracuje. I po trzecie, bo Tosia przyjechała na swoje pierwsze zajęcia adaptacyjne a nikt nas nie poinformował, gdzie jest jej szafka, do kogo ma pójść, kto się nią zajmie.

Staraliśmy się zachować spokój, który przecież jest w takich sytuacjach niezbędny do powodzenia adaptacji. Tosia dzielnie trzymała psa Lucky’ego i wszyscy powędrowaliśmy do przedszkola. Postanowiliśmy skupić się na Tosi. Na szczęście bardzo kompetentna Pani Opiekun, wychowawczyni grupy Maluchów, którą poznaliśmy jeszcze w styczniu, przyjęła nas ciepło. Była zaskoczona, bo nie wiedziała, że tego dnia zaczyna adaptację nowa dziewczynka…

Natalia postanowiła towarzyszyć mi w rozmowach z Dyrekcją, coraz bardziej zaniepokojona sytuacją. Całe szczęście pomagała nam niania, która została z Tosią na dole. My ruszyliśmy szukać Pani Dyrektor, której już niestety nie było w budynku. Postanowiliśmy porozmawiać z Panem Kierownikiem, nie wiedząc, że to on. Wyjaśniliśmy, że mamy niepodpisane dokumenty, że byliśmy umówieni na rozmowę z Panią Dyrektor, że Tosia zaczęła adaptację…
– Acha, dobrze, oczywiście, porozmawiajmy, spotkam się z Państwem teraz. Przepraszam, mieliśmy sporo na głowie, ale myślę, że zaraz wszystko się wyjaśni.

Pan Kierownik cierpliwie odpowiadał na nasze pytania dotyczące cateringu, procesu adaptacji i terminów płatności. Kiedy rozmawialiśmy o dokumentach RODO okazało się, że czegoś nie dostaliśmy.
– Pani Menedżer nie wysłała tego Państwu?
– Panie Kierowniku, my nawet nie wiemy, kim jest Pani Menedżer. Nie kontaktowała się z nami. Dokumenty przesłała nam Pani Dyrektor.
Muszę to niezwłocznie wyjaśnić, bo brakuje dokumentu RODO dotyczącego odbioru dzieci. Dobrze, że Państwo uważnie te dokumenty przejrzeliście. Tego nie ma dla żadnego rodzica! Nie wierzę… Nie mamy tego. Musimy to pilnie uzupełnić. O matko, w przypadku kontroli…
Nagle do pokoju wpada bardzo młody człowiek z krzykiem
Tato, zawiąż mi krawat! Widać, że szykuje się na ważne spotkanie.
– Mój syn ma zaraz egzamin z pianina. – wyjaśnia Pan Kierownik.
– Acha, to mamy niewiele czasu. A mamy jeszcze ważne pytania odnośnie umowy.
– Proszę, niech Państwo mówią.
– Chcielibyśmy wiedzieć, jaką Państwo planujecie maksymalna liczbę dzieci w grupach młodszych „na dole”.

To będzie dwadzieścia kilka.
– Jesteśmy zaskoczeni, bo w czasie styczniowej rozmowy mowa była o dwudziestce.
– Acha, no to jeśli moja żona wspomniała o dwudziestce, to tak pewnie będzie.

Nagle otwierają się drzwi. Stanęła w nich Pani Dyrektor.
Ja nigdy bym nie przerwała tak ważnej rozmowy, ale musimy jechać na egzamin syna.
– Państwo się pytają, czy możemy do umowy wpisać maksymalną liczbę dzieci w grupie.
– Ale ja już Państwu wszystko wyjaśniłam. Z panią rozmawiałam i potem osobiście z panem.
– O umowie nie rozmawialiśmy w styczniu. Pytałem o to 9 dni temu, ale nikt mi nie odpowiedział. –
sprostowałem.
– Ach, bo mieliśmy tę imprezę z okazji Dnia Dziecka. Ja nigdy nie ukrywałam, że na dole mają być dwie grupy po 14 dzieci.
– Według przepisów przeciwpożarowych może tu przebywać nawet ponad 50 dzieci –
dodał Pan Kierownik.
Ale ja oczywiście nie chcę, żeby tu było tak wiele dzieci – uzupełniła Pani Dyrektor, trzymając klamkę drzwi, wyraźnie zniecierpliwiona.
– Dobrze, to możemy to wpisać do umowy? Maksymalną liczbę dzieci na kolejny rok szkolny? I widzimy, że Państwo się spieszą na egzamin syna. Kiedy możemy kontynuować rozmowę?

Ja już Państwu poświęciłam tyle czasu! Więcej niż innym rodzicom. – rzuciła podirytowana Pani Dyrektor.
– A my ciągle nie znamy odpowiedzi na wiele ważnych pytań. Może ktoś inny może z nami porozmawiać?
– Proszę o mailowe spisanie wszystkich uwag i pytań i wtedy się do nich ustosunkuję.
– Jasne, mogę to zrobić, ale proponuję rozmowę osobistą jak najszybciej, bo mailowo trudno rozwiązuje się ważne sprawy a nasza córka już zaczęła adaptację. Czy spotka się pani z nami?
– Tak, spotkam się. Proszę o szczegółowego maila. Muszę już iść.
Pożegnaliśmy się, Podziękowaliśmy Panu Kierownikowi za czas i wolę współpracy…

#4 Pisz konkretne i szczegółowe maile.

O godzinie 12.18 tego samego dnia wysłałem maila, bardzo już zaniepokojony sytuacją, w której się znaleźliśmy. Od razu wysłałem też smsa do Pani Dyrektor z informacją o wysłanym na jej życzenie mailu. Wiadomość zawierała wszystkie pozostałe do uzgodnienia kwestie. Poprosiłem też o spotkanie o 8.00 rano kolejnego dnia, we wtorek.

Mijały godziny, a żadna odpowiedź nie nadchodziła.

Kiedy wieczorem rozmawialiśmy z Natalią o naszej sytuacji, podsumowaliśmy ją sobie mniej więcej tak:

  • Od stycznia szykujemy Tosię i siebie na rozpoczęcie przygody z Kochanym Przedszkolem.
  • Tosia jest po pierwszym dniu adaptacji i kolejnego dnia ma iść do przedszkola znowu.
  • Nie mamy podpisanej żadnej umowy i dokumentów RODO.
  • Jest wiele znaków zapytania, co do zapisów umowy.
  • Komunikacja z Panią Dyrektor jest tragiczna.
  • Wszyscy znamy powiedzenie ryba się psuje od głowy. Chaos niestety widać również na poziomie zajęć z dziećmi (wychowawcy nie wiedzieli o starcie adaptacji Tosi, nie miała swojej szafki, miejsca w szatni).

Natalia mówiąc o tym miała łzy w oczach… Nie tak to miało wyglądać…
– Spokojnie Natalia, dajmy sobie i im jeszcze jedną szansę. Pan Kierownik obiecał odpisać wieczorem. Jutro jedziemy kontynuować adaptację.

#5 Przedstawiaj jasno swoje oczekiwania i odczucia. Angażuj się w życie przedszkola.

Mail zwrotny od Pani Dyrektor wysłany został o 7.30 rano we wtorek. Byliśmy już w drodze do Przedszkola. Jechaliśmy samochodem wszyscy mocno przejęci i zdenerwowani. Byliśmy totalnie zagubieni. Postanowiłem od razu zadzwonić do Pani Dyrektor. Odebrała. Napisała przecież maila z samego rana.
Nie czytałem go jeszcze, jesteśmy w drodze. Czy chce się pani z nami spotkać?
– Tak, ale poproszę o spotkanie o 9.00, bo muszę pojechać po kwiaty…
Nie wierzyłem, że to się dzieje naprawdę. A tego, co miało się wydarzyć, nie przewidziałem w żadnym scenariuszu.

Kiedy usiedliśmy w trójkę z Panią Dyrektor i Natalią, chcieliśmy oczyścić atmosferę i szczerze wyrazić nasze emocje. Natalia miała łzy w oczach mówiąc o zawodzie i rozczarowaniu. O braku szacunku i niepewności sytuacji, w której się znaleźliśmy.

Pani Dyrektor przeprosiła nas.
Wyjaśniła, że był to splot niekorzystnych okoliczności.
Doszła też do wniosku, że ta sytuacja jest dla niej bardzo stresująca.
– Nie mogę przychodzić do pracy codziennie i być kłębkiem nerwów, że nie zaspokoję Państwa oczekiwań. Dlatego sugeruję, żeby Państwo poszukali sobie innej placówki...


Nie gwarantuję, że kiedy pójdziecie naszą ścieżką i wypełnicie wszystkie sugerowane punkty, osiągnięcie ten sam rezultat, jak my w Kochanym Przedszkolu w Krakowie. Nie obiecuję Wam, że zostaniecie wyrzuceni z przedszkola w czasie adaptacji dziecka i w terminie, który wyklucza zapisanie go do przedszkola publicznego a znalezienie miejsca w innym prywatnym w okolicy czyni prawdopodobnym tak bardzo, jak trafienie w Lotto. Może Wam się to nie udać.

Ale dam Wam jedną wskazówkę.

Przyjrzyjcie się, kto jest Dorosłym a kto Dzieckiem w wybranym przez Was przedszkolu. Zwróćcie, uwagę, czy Dyrektor chętnie wciela się rolę Dziecka, które unika konfliktów, rozmów w cztery oczy i nie bierze odpowiedzialności za swoje błędy. Jeżeli zamiast tego przeprasza i ucieka bawić się z innymi Dziećmi, to macie dużą szansę pójść w nasze ślady…


Bezpłatny kurs RIE
Tomasz Smaczny on EmailTomasz Smaczny on FacebookTomasz Smaczny on InstagramTomasz Smaczny on LinkedinTomasz Smaczny on Youtube
Tomasz Smaczny
Nazywam się Tomasz Smaczny i jestem ciekawym tatą.
Pomagam mamom i tatom małych dzieci podejmować najlepsze decyzje dotyczące opieki i wychowania swoich pociech. Żeby poczuli się spokojnie, kompetentnie i bardziej spełnieni jako rodzice.

Jak i dlaczego to robię? Przeczytaj moją historię...

Related Posts

Jesper Juul żyje. Cytaty, dzięki którym nigdy o nim nie zapomnimy.

Jesper Juul żyje. Cytaty, dzięki którym nigdy o nim nie zapomnimy.

25 lipca 2019 roku odszedł Jesper Juul, duński terapeuta rodzinny i pedagog. W Polsce znany był przede wszystkim dzięki swoim...
Read More
Po co rodzicom ”raj”? 7 wspaniałych powodów, żeby skorzystać z podejścia RIE.

Po co rodzicom ”raj”? 7 wspaniałych powodów, żeby skorzystać z podejścia RIE.

Niedawno zdarzyło mi się rozmawiać w pociągu z bardzo zajętą mamą, która z ciekawości zajrzała na mojego bloga i naturalnie...
Read More
Granice w rodzicielstwie – wywiad z Joanną Bzdzion

Granice w rodzicielstwie – wywiad z Joanną Bzdzion

Granice w rodzicielstwie są dobrą alternatywą do karania i pobłażania, które w dłuższej perspektywie są przede wszystkim nieskuteczne. Ciekawe że...
Read More
Którędy po szczęście swojego dziecka?

Którędy po szczęście swojego dziecka?

Kiedy przygotowywałem wystąpienie na konferencję EduBears o zaletach wolnej zabawy, nie spodziewałem się, że tak naprawdę dotknąłem znacznie ważniejszego tematu...
Read More
W jakim wieku najlepiej zostać ojcem?

W jakim wieku najlepiej zostać ojcem?

Niedawno miałem przyjemność być gościem Jarka Kani w podcaście "Ojcowska Strona Mocy". Zostaliśmy ojcami w zupełnie różnym wieku: Jarek mając...
Read More