ilustracja: Soosh

Jest taka chińska przypowieść. W małej wiosłowej łodzi płynie mężczyzna a z nim jego matka, żona i córka. Raptem rozpętuje się burza, a olbrzymie fale raz za razem zalewają łódź. Fale są tak duże, a wiatr tak mocny, że trudno jest utrzymać równowagę. Nagle dochodzi do tragedii. Silny podmuch i duża fala wyrzucają z łodzi wszystkie trzy kobiety. Mężczyzna cudem utrzymuje się na szalupie. Każda z kobiet szybko znika z pola widzenia a ich krzyk szybko niknie w hałasie burzy. Mężczyzna jest świetnym pływakiem i wie, że ma realną szansę uratowania jednej z jego ukochanych kobiet. Zdaje sobie też sprawę, że najprawdopodobniej nie uda mu się ocalić pozostałych dwóch. Musi natychmiast wybrać, w którym kierunku skoczyć do wody. Którą z kobiet zdecyduje się uratować? Swoją matkę, żonę czy córkę?

Kiedy zadałem znajomym ojcom tytułowe pytanie a potem opowiedziałem powyższą historię, nie spodziewałem się, jak skrajne emocje wywoła ten temat…

Czytaj dalej