Mycie zębów z dzieckiem. Jak to robić i nie zwariować?

Zbliża się wieczór, po ostatnim posiłku nie ma śladu, czas na mycie zębów przed snem. Tosiu, chodźmy do łazienki umyć zęby. – zapraszam swoją córkę. Nie, teraz nie – odpowiada dwulatka. Dobrze. Widzę, że bawisz się z kotkiem, pójdziemy za chwilę. – przystaję na jej propozycję. Za moment podchodzę do Tosi mówiąc – już czas. Nie, nie, nie! Słyszę jej krzyk i tupot nóżek, które znikają za drzwiami sypialni. Zatrzymuję się na chwilę i zastanawiam co zrobić. Odpuścić dzisiejsze mycie zębów? Wziąć ją na ręce i zanieść do łazienki wbrew jej woli? A może są jeszcze jakieś inne opcje?

Brzmi znajomo? Mnie osobiście bardzo w takiej sytuacji pomaga oparte na szacunku podejście RIE (czytaj raj), które jest dla mnie drogowskazem w wielu trudnych rodzicielskich wyzwaniach.

Dlaczego przy myciu zębów nie warto generalnie stawiać twardych granic

Są sytuacje, które wymagają od rodziców wyjątkowej cierpliwości, uważności i delikatności. To te, w których pomagamy naszemu dziecku w codziennych rutynowych, ale najważniejszych czynnościach, głównie pielęgnacyjnych, na przykład: przy zmianie pieluszki, obcinaniu paznokci, czyszczeniu noska, kąpieli, ubieraniu czy zasypianiu. Mycie zębów też należy do tej kategorii.

Te wszystkie czynności chcę robić razem z dzieckiem. Przejść przez nie wspólnie a nie na zasadzie ja robię je biernemu dziecku, np. myję mu zęby czy je ubieram. Chodzi o wspólne doświadczenie i pozwolenie Maluchowi w aktywnym uczestniczeniu w najbardziej intymnych momentach jego młodego życia. Ostatecznie przecież chcemy, żeby dziecko samo się ubierało, myło i kładło spać, czyż nie? Czy samodzielność dziecka nie jest naszym powodem do dumy? Ale żeby dojść do tego momentu, ono jakiś czas będzie wiele robiło z nami, coraz bardziej przejmując kontrolę, o ile mu na to pozwolimy. Nie znam innej drogi do nauki samodzielności.

Z tej perspektywy umycie dziecku zębów na siłę nie ma większego sensu. Niczego się w ten sposób nie nauczy. Wróć. Oczywiście nauczy się, że mycie zębów to bardzo nieprzyjemna sprawa i w ten sposób może patrzeć również na inne czynności pielęgnacyjne. Ale to przecież nie o to nam chodzi.

Łagodne podejście sprawdza się w praktyce w sytuacjach, w których dziecko jest przemęczone, pobudzone albo na przykład chore.

Generalnie – jest w znacznie gorszej formie niż zazwyczaj. Zresztą najprościej wyobrazić sobie to na własnym przykładzie. Ile razy wracaliście z imprezy albo z podróży i rzucaliście się do łóżka w opakowaniu? Nie mówiąc o jakimkolwiek myciu się. Oczywiście są też wyjątki. Znałem gościa na studiach, który bez względu na to, w jakim stanie wracał do domu, nogi musiał umyć. Oczywiście w zlewie 😊

Dzieci też tak mają (to znaczy nie chodzi mi o mycie nóg w zlewie tylko kolosalne zmęczenie) i to znacznie częściej niż dorośli. A na dodatek trudno im nawet kontrolować to zmęczenie. Jak szaleją, to do zupełnego wyczerpania baterii… I wtedy czują się bardzo niekomfortowo wykonując najprostsze rutynowe czynności.

mycie zębów

Oprócz nauki samodzielności wzmacniamy naszą relację z dzieckiem.

Zawsze warto mieć z tyłu głowy, po co w ogóle towarzyszymy dziecku w czynnościach pielęgnacyjnych. Nie, czyste zęby codziennie nie są tu najważniejsze. Naprawdę. Nie chodzi o to, aby umyć je zawsze porządnie za wszelką cenę. Wspomnieliśmy już o nauce samodzielności. Ale wydaje się, że jest jeszcze ważniejszy powód. A mianowicie nasza relacja z dzieckiem i wspólne doświadczenie rutynowych czynności z lekkością i miłością a nie zamienienie tego rodzaju momentów w ciężkie i stresujące przeżycia. Nie zapominajmy, że przymuszanie czy perswazja stresuje nie tylko dziecko, ale i nas (ile razy pomyślałaś o matko, znowu będzie ciężko) i zabiera nam mnóstwo energii. Codziennie.

Nie oznacza, to, że mamy totalnie odpuścić, chociaż to jest jedna z opcji. Z reguły między typowym umyciem zębów a zupełną rezygnacją jest całe spektrum różnych rozwiązań, na które dziecko może przystać bez przymuszania. Spróbuj wypłukać tylko zęby. Czy możesz przejechać szczoteczką tylko dwa razy? Co jest piękne w tych opcjach, to fakt, że robimy wszystko, aby dziecko czuło, że mu się coś udało, że zrobiło coś własnym wysiłkiem, własną pracą, nawet jeśli wcześniej myślało, że nie da rady.

Są jednak momenty, kiedy moim zdaniem nawet przy myciu zębów mamy prawo postawić jasne i twarde granice.

Czy zaprzeczam temu, co wyżej napisałem? Nie. Każda sytuacja mycia zębów składa się z wielu drobiazgów. I nie na wszystkie musimy się godzić. Na przykład nie możemy pozwolić wycisnąć całej pasty z tubki, chociaż sprawia to Maluchowi dużo frajdy. Albo nie zgodzimy się, żeby dziecko stało w plastikowej wanience ze względów bezpieczeństwa.

Powstrzymanie dziecka w takich momentach nie wymaga jednak od nas surowości czy przesadnej srogości. Wiem, że to trudno, ale warto brać te momenty na lekko. Wystarczy stanowcze i spokojne przejęcie kontroli. Nie mogę pozwolić ci wstawać w tej wanience. Wygląda na to, że trudno ci usiedzieć. Być może czas już kończyć kąpiel.

Albo wyobraźmy sobie, że nie skończyliśmy zmieniać pieluszki a nasze dziecko już ma ochotę uciec nam i biegać dookoła z brudną pupą. W takim wypadku być może trzeba będzie dziecko przytrzymać. I znowu – stanowczo, ale nie ze złością, której jednak możemy się spodziewać ze strony dziecka.

Jak sobie pomóc, żeby nam się udało umyć razem zęby w fajnej atmosferze?

Ważne jest nasze własne nastawienie. Jeśli my będziemy myśleli o tych momentach, jak o fajnym sposobie na wspólne spędzanie czasu, to udzieli się to naszemu dziecku. I przeciwnie, jeśli na twarzy wymalowane będziemy mieli cierpienie i zniechęcenie, nie oczekujmy, że nasze dziecko w skowronkach przybiegnie i krzyknie Tato, mamo! Nie martwcie się! Przecież będziemy myć razem zęby. To przecież jest super!

Nie zawsze będzie łatwo, ale szacunek dla Ciebie mamo lub tato, że szukasz i próbujesz zadbać i o zdrowie dziecka i o długotrwałą relację.


Jeśli zaciekawiło Cię podejście RIE, dołącz do największej społeczności wokół tej filozofii w polskim internecie – grupy facebookowej Rodzice RIE. Najbardziej cenne w tej grupie jest wzajemne wsparcie w codziennych wyzwaniach rodzicielskich.


Zobacz także / Related post
Tomasz Smaczny on EmailTomasz Smaczny on FacebookTomasz Smaczny on InstagramTomasz Smaczny on Linkedin
Tomasz Smaczny
Nazywam się Tomasz Smaczny i jestem ciekawym tatą.
Pomagam mamom i tatom małych dzieci podejmować najlepsze decyzje dotyczące opieki i wychowania swoich pociech. Żeby poczuli się spokojnie, kompetentnie i bardziej spełnieni jako rodzice.

Jak i dlaczego to robię? Przeczytaj moją historię...

Zobacz także