Tasty Way of Life

Relacje rodzinne oczyma Taty

Author: Tom Tasty (Page 1 of 9)

Nie mogę uwierzyć, do czego zdolne są dzieci po pierwszym roku życia, o ile im na to pozwolimy.

Chciałbym być dobrze zrozumiany. Bezwzględnie wierzę w naturalny kalendarz rozwoju każdego dziecka. Jak mawiała Magda Gerber: Po czym poznać, kiedy dzieci są gotowe, żeby coś zrobić? Kiedy to zrobią. Dlatego warto czekać i zaufać własnemu maluchowi. Ten wpis nie ma zatem wywołać wrażenia, że twoje dziecko powinno coś zrobić w pierwszym roku życia. Chodzi o sytuację odwrotną. Często mechanicznie kontynuujemy pewne nawyki (na przykład poimy dziecko butelką), tymczasem być może ono samo świetnie by sobie poradziło i napiłoby się trzymając butelką w rączkach, gdyby tylko dać mu szansę.

Z moich obserwacji i rozmów z rodzicami wyłoniłem 7 aktywności, które dla wielu opiekunów roczniaków są uważane za zbyt skomplikowane dla ich pociech. Tymczasem, jak wskazują przykłady, być może nie jest to prawdą i można poszerzyć maluchowi obszar samodzielności. Nam dorosłym czas nie przynosi już tak gwałtownych zmian. Dlatego na nasze dzieci patrzymy często bardzo statycznie. Nie zakładamy, że ich możliwości rosną w ekspresowym tempie. Tymczasem dla niemowlaka tydzień, kilka dni czy nawet kilka godzin może oznaczać zaskakujący postęp motoryczny i intelektualny.

Bardzo często dzieci mogą więcej niż nam się wydaje. Ale nie zrobią niczego, o ile im na to nie pozwolimy. Na co możemy zwrócić uwagę i dać im szansę?

Czytaj dalej

Najważniejszy dar, jaki możemy ofiarować swojemu dziecku (i jak to zrobić w prosty sposób od zaraz).

Mam dla ciebie zagadkę. Co to jest? Dzieci tego bardzo potrzebują. Jak tego nie dostają, to głośno się o to upominają. Dorośli, choć często trudno im się do tego przyznać, również tego potrzebują. Bywa nawet, że poświęcają całe życie, żeby jak najwięcej tego dostać. Nieświadomie. Najciekawsze, że każdy może to dać. Niewielu o tym pamięta. Z tych, co pamiętają, wielu to bagatelizuje. Bo choć w teorii brzmi to prosto, to w praktyce okazuje się zaskakująco trudne.

Domyślasz się, o co chodzi?

Czytaj dalej

Zadziwiające komentarze dzieci, które mrożą krew w żyłach. Nie czytaj tego przed zaśnięciem…

Mój syn, lat trzy i cztery miesiące, opowiedział mi dziś o wydarzeniu, które miało miejsce, gdy miał rok i trzy miesiące. Płynęliśmy wtedy kutrem po morzu z Helu. Jestem w totalnym szoku, że to pamięta i opowiada o tym ze szczegółami.
Druga sprawa. Gdy miał dwa latka, mówił, że on był już kiedyś stary i cieszył się, że teraz jest znowu młody. Opowiadał, że miał inną rodzinę. Próbowałem coś go jeszcze podpytać, ale nie chciał o tym opowiadać.
To było trochę przerażające. Co o tym sądzicie?

Kiedy przeczytałem ten wpis na forum ojcowskim, aż mnie zmroziło. Autentycznie poczułem ciarki na całym ciele. Chyba podobnie do taty, który to opublikował. Pamiętam, że był wieczór, a Tosia spała już smacznie w swoim łóżeczku. Niedługo potem, gdzieś przed północą, wybudziła się z płaczem, więc poszedłem ją uspokoić. Niby wiedziałem, że to dlatego, że idą jej kolejne zęby, ale po przeczytaniu powyższego, miałem zupełnie co innego w głowie.

Co Tosia zapamięta z tego pierwszego roku życia, który wkrótce minie? I ważniejsze… Co ona mi kiedyś opowie o swoim poprzednim lub równoległym życiu? Bo przecież historii nie z tej ziemi z dziećmi w roli głównej jest co niemiara, o czym z pewnością Czytelniku wiesz z własnego, rodzicielskiego doświadczenia. Nic więc dziwnego, że temat wywołał bardzo intensywną dyskusję między nami – ojcami.

Czytaj dalej

Jak skutecznie zachęcić malucha do mówienia, zmieniając tylko swoje codzienne nawyki.

Nie jestem fanem sztucznego przyspieszania rozwoju dzieci, bo wierzę w naturalny rytm ich rozwoju i jego sens. Jednocześnie zdaję sobie sprawę, że nauka mówienia w pierwszych latach polega na obserwacji wąskiego grona rodziców i opiekunów, którzy spędzają z maluchem najwięcej czasu. Wielokrotnie zastanawiałem się, jak u niemowlaka rozwija się mowa. Po siedmiu miesiącach wydawało nam się, że usłyszeliśmy od Tosi mama. Teraz Tosia ma jedenaście miesięcy i mama nie mówiła już od dawna. Za to upodobała sobie tata, data, ata. Mimo że miło mi to słyszeć, zdaje sobie sprawę, że to są dopiero wprawki sylabiczne i niewiele mają wspólnego z wołaniem do mnie. Mogą znaczyć wiele różnych rzeczy.

Podejście RIE (czytaj raj) charakteryzuje szacunek do nawet najmniejszych dzieci i wiara w ich naturalne kompetencje. RIE namawia nas do zacierania różnic między traktowaniem nawet maluśkiego noworodka i dorosłego. Przyjmuje na przykład, że skoro wiemy z psychologii, w jaki sposób uczy się języka dorosły, to nie ma powodu, żeby uznać, że dziecko uczy się jakoś inaczej. Pomijając fakt, że dziecko uczy się znacznie szybciej, co tylko powinno nam uświadomić, jak wielką wagę na jego naukę mają nasze codzienne interakcje.

Kiedy pomyślimy o naszych rozmowach z Małym Człowiekiem, możemy sobie wyobrazić, że rozmawiamy z dorosłym, który uczy się nowego języka. Języka tak mu odległego, że nie ma żadnego punktu odniesienia. Opiera się tylko na tym, co zrozumie ze skojarzenia dźwięków, które usłyszy z działaniem czy sytuacją, w której się znajduje. Patrząc jego oczyma, wyobraźmy sobie, że znalazł się w na przykład Chinach. W pobliżu nie ma żadnego tłumacza i on chce jak najszybciej zrozumieć najważniejsze dla niego osoby, bo od tego zależy co najmniej jego komfort.

Oto osiem wskazówek, które mu to ułatwią i które możemy wprowadzić naturalnie do naszych codziennych pogadanek. Uważam je za pomocne, choć nie zawsze umiem je wprowadzić w życie. Ale próbuję, bo moim zdaniem mają sens.

Czytaj dalej

Czy unschool jest cool? Edukacja domowa dla początkujących.

Kiedy dochodzą do mnie informacje o tym, co się dzieje w szkołach publicznych – o zmianach programowych, o braku tych programów, o likwidacji gimnazjów – a potem przypomnę sobie, ile czasu sam zmarnowałem w szkole na wkuwanie informacji, które kompletnie mnie nie interesowały i do niczego mi się nie przydały, to zastanawiam się, czy na pewno nie ma lepszej formy edukacji? Czy nie ma szkoły, która umożliwia i wzmacnia naturalną chęć każdego dziecka do uczenia się, zamiast nauczać w sposób narzucony i formalny?

Wydaje się, że podobne niepokoje dzieli wielu rodziców, a także osób, którym edukacja nowych pokoleń leży na sercu. Wystarczy zajrzeć do serwisu TED.com, żeby przekonać się, że wykład Sir Ken Robinsona z 2006 roku na temat wad systemu edukacji rodem z czasów rewolucji przemysłowej i konieczności jej dostosowania do współczesnych warunków, jest najbardziej popularnym wystąpieniem na TED w historii tej inicjatywy.

Kiedy ja chodziłem do szkoły, w początkach III RP, powstawały pierwsze szkoły społeczne i prywatne. Z zaciekawieniem przyglądałem się tym szkołom i często zazdrościłem dzieciakom, których rodziców było na nie stać. To była jakaś nowość, pierwsza wprawka do demokratyzacji szkoły i indywidualnego podejścia do nauczania.

Teraz możliwości są jeszcze większe, bo w zasadzie… nie trzeba już chodzić do szkoły. Ustawa o systemie oświaty z 24 kwietnia 2014 roku, a konkretnie jej fragmenty o edukacji domowej (art. 16 ust. 8 do 14) mówią, że na wniosek rodziców dyrektor odpowiednio publicznego lub niepublicznego przedszkola, szkoły podstawowej, gimnazjum lub szkoły ponadgimnazjalnej, do której dziecko zostało przyjęte, może zezwolić na spełnianie przez dziecko obowiązku nauki poza szkołą.

Kiedy dowiedziałem się o tej możliwości, oniemiałem jak ktoś, kto całe życie żył w matrixie i nagle dostał wiadomość, że można żyć inaczej… Co to jest ta edukacja domowa, która bywa nazywana też unschoolingiem (czyt. anskuling, czyli w bardzo swobodnym tłumaczeniu z ang. odszkolenie)? Jak to w ogóle może funkcjonować? Czy to ma sens? Czy unschool jest cool? No właśnie – a co jeśli jest cool, ma sens i za kilka lat zmierzę się z pytaniem, gdzie powinienem posłać Tosię do szkoły dla jej dobra? Postanowiłem odpowiedzieć sobie na kilka podstawowych pytań, które stawiają rodzice, którzy po raz pierwszy zetknęli się z edukacją domową, pozasystemową czy unschoolingiem (te określenia stosowane są wymiennie).

Czytaj dalej

Dlaczego warto oprzeć się intuicji i uznać emocje dziecka? Cztery ważne korzyści.

Ostatnio rozmawialiśmy z Natalią o tym, co byśmy zrobili w sytuacji, która może nam się zdarzyć (i pewnie tak będzie) za kilka miesięcy. Wchodzimy do sklepu z zabawkami. Tosi podoba się jakaś zdalnie sterowana ciężarówka (ostatnio uwielbia piloty od różnych urządzeń elektronicznych). My zdecydujemy się jej nie kupić i powiemy Tośce, że wychodzimy ze sklepu. I wtedy dzieje się to, czego każdy rodzic podświadomie obawia się najbardziej. Płacz, krzyk, lament kumulują się w małym gardełku a z oczu płyną olbrzymie łzy. Serce się kraje na sam widok, ale wiemy, że tej ciężarówki nie kupimy. Jak to wytłumaczyć Tośce? Co możemy zrobić?

Co ty byś zrobiła w takiej sytuacji? Jak sobie z nią radzisz? Prawdopodobnie, podobnie jak mnie i Natalii, byłoby ci trudno uznać w pełni emocje dziecka. Intuicja podpowiada nam przecież coś przeciwnego. Może spróbujemy odwrócić jej uwagę: nie płacz kochanie, zaraz przecież zobaczysz w domu swojego ulubionego misia. O zobacz, tata przyszedł i robi śmieszne miny. Lub może postanowimy zaniżyć wartość tej zabawki w oczach dziecka: oj tam, ten samochód przecież był brzydki i głośno buczał. Szybko byś się nim znudziła. Nie ma sensu płakać. Albo po nieprzespanej nocy rzucimy tylko zniecierpliwieni: kochanie, proszę cię, nie teraz…

Te wszystkie reakcje, choć wydają się niewinne i naturalne, nie komunikują uznania emocji malucha. A przecież uznanie jego emocji, choć wydaje się reakcją wbrew intuicji, może znacznie lepiej i trwalej rozwiązać tę sytuację. Czym jest uznanie emocji i dlaczego warto je okazywać? Znalazłem cztery korzyści.

Czytaj dalej

Dajesz klapsy swoim dzieciom? Rozumiem cię.

Kiedyś chłopczyk, na oko ze cztery lata, uciekał ojcu na deptaku. Uciekał i nie reagował na krzyk ojca. Ojciec krzyczał: stój! ulica! stój! A chłopczyk tylko się uśmiechnął i pobiegł dalej. Wleciał prawie pod wóz straży pożarnej. Ojciec wyciągnął go niemal spod auta. Wtedy chłopczyk dostał kilka klapsów w dupsko. Bolały. Ojciec był roztrzęsiony i płakał. Chłopczyk już nigdy nie uciekał i żyje do dziś. Tym chłopcem byłem ja. Jestem szczęśliwym człowiekiem. Spełnionym tatą i mężem. Historia ta zdarzyła się trzydzieści trzy lata temu. Teraz pewnie bym trafił za takiego klapsa do domu dziecka, a tata mój do ciupy. Nigdy więcej mnie nie uderzył. Kocham tatę do dziś.

Na co dzień nie często mamy do czynienia z takimi skrajnymi sytuacjami. Nie widzę też w swoim otoczeniu, żeby rodzice bili swoje dzieci lub w jakikolwiek inny sposób wyładowywali na nich swoją agresję lub bezradność, czy to krzykiem, czy klapsem. Dlatego wydawało mi się naiwnie, że zjawisko przemocy wobec dzieci istnieje tylko w mediach.

Niemniej po przeczytaniu powyższej historii na jednym z forów ojcowskich, bardzo mocno zacząłem się zastanawiać, jak sam bym postąpił i co zrobiłbym w pierwszej chwili. Poczułem się bezsilny i starałem się wejść w skórę tego ojca, który patrzy, jak jego ukochany synek wbiega pod koła rozpędzonej ciężarówki… Z kolei czytając komentarz mężczyzny, który kiedyś był tym chłopcem, zrozumiałem też, że ta historia nauczyła go, że klapsy są w porządku. I że za zamkniętymi drzwiami klapsy mają się bardzo dobrze. Nie widać ich już może na ulicy, bo są zabronione prawem i nie mają dobrego PRu. Ale to nie znaczy, że nie są stosowane.

Dlaczego tak się dzieje? Chciałem to zrozumieć. W oparciu o bardzo gorącą dyskusję, której byłem świadkiem, wyodrębniłem 4 najważniejsze powody.

Czytaj dalej

Z niemowlakiem na basen? Czy to nie za wcześnie?

Z niemowlakiem na basen? Czy to nie za wcześnie? Te pytania sam sobie zadawałem przez ostatnie dziesięć miesięcy. Ja, który uwielbiam wodę, pływam, żegluję, nurkuję i surfuję. Przecież od zawsze marzyłem, żeby spędzać czas w wodzie z własną córką, a tu nagle włączyła mi się jakaś blokada.

Tak to już jest, że jeśli sami nie mamy podobnych doświadczeń (a ja pływać nauczyłem się dopiero jako nastolatek) albo nikt w naszym otoczeniu nam o nich nie opowie, to wyobraźnia pracuje i w głowie pojawiają się różne uprzedzenia i obawy. Na przykład o to, że woda w basenie jest brudna, że dziecko będzie się bało, albo co najgorsze, że się poślizgnę się, przytopię Tośkę i będzie pozamiatane. Trauma do końca życia. Każdy argument jest dobry, żeby tylko nie narażać się na wymagającą sytuację, szczególnie że zawsze możemy powiedzieć: mamy na to jeszcze czas.

Otóż tak właśnie myślałem o wspólnej nauce pływania z Tosią aż do ostatniej soboty, kiedy to wybraliśmy się w trójkę z Natalią na basenowe zajęcia pływania dla niemowląt. Motorem do tego eksperymentu były bardzo pozytywne opinie naszych znajomych, którzy mają synka w podobnym wieku. Ich relacja była kluczowa. Wystarczyło poznać ich wrażenia z pierwszej ręki, żeby coś się w nas przełamało. Zachęceni, zdecydowaliśmy się następnego dnia wybrać się z nimi, żeby zobaczyć, jak to wygląda.

Tę relację piszę dlatego, bo może wśród was są rodzice małych dzieci, którzy tak jak my do niedawna, zastanawiają się nad sensem pływackich zajęć. I jednocześnie nie znacie nikogo, kto mógłby coś o nich powiedzieć. Być może nasze wrażenia pomogą wam podjąć decyzję.

Czytaj dalej

Jak stawiać granice szanując własne dziecko? Prosty przewodnik.

W artykule Puścić płazem czy ukarać wyjaśniłem, dlaczego nie warto robić ani jednego, ani drugiego. Na szczęście jest trzecia droga, która polega na postawieniu granic, szanując przy tym ukochane dziecko i jednocześnie umacniając z nim więź. Wyzwanie wydaje się trudne i z pewnością często nie to podpowiada nam intuicja albo nerwy zszargane kolejnym testem, buntem i krzykiem Malucha.

A jednak takie podejście jest możliwe i jest to jeden z najważniejszych powodów, za który cenię RIE, metodę rodzicielską rozwiniętą w Kalifornii przez węgierską imigrantkę, Magdę Gerber, w latach siedemdziesiątych ubiegłego stulecia. Czy zawsze udaje mi zastosować do tych rad w stosunku do Tosi? Nie, oczywiście, że nie. Uczę się każdego dnia i często bywa, że mi nie wychodzi. Ale pamiętając o nich jest mi łatwiej, kiedy trzeba zareagować. Może i Tobie te wskazówki się przydadzą.

A zatem, jak stawiać granice szanując przy tym własne dziecko? Poniżej prosty przewodnik w ośmiu punktach.

Czytaj dalej

Puścić płazem czy ukarać?

Proponuję ci krótki test. Kiedy twoje dziecko zachowa się niewłaściwie, jaka jest twoja pierwsza myśl? Wybierz odpowiedź, która intuicyjnie jest ci najbliższa.

  1. Nie ma co robić afery. Nie chcę konfrontacji i płaczu.
  2. O co chodzi? Skąd takie zachowanie?
  3. Nie mogę tego puścić płazem.

Każda z tych odpowiedzi wskazuje na preferencje dotyczące stawiania granic. Magda Gerber, założycielka RIE, mawiała: Brak dyscypliny nie jest uprzejmością, jest zaniedbaniem. Odrzuca więc odpowiedź pierwszą. Czy więc jej słowa sugerują wybór trzeciej opcji? Nic bardziej mylnego…

Czytaj dalej

Page 1 of 9

Powered by WordPress & Theme by Anders Norén